Obserwatorzy

piątek, 29 lipca 2011

shabby chic i pożegnanie księdza

paczka dotarła do vivi więc mogę pokazać co dla niej wyszykowałam
zrobiłam swój pierwszy notes, nie od podstaw co prawda ale zawsze jakiś początek, do niego zakładkę bo vivi kocha czytać i kartkę z miejscem na zapachowe świeczuszki - podgrzewacze (skorzystałam z kursu Marianne)




dopiero teraz widzę że zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia, ale już po fakcie poprawek nie ma ;)

oprócz tego karteczka dla Księdza, odchodzi z malutkiej szpitalnej kapliczki na dużą parafię


czwartek, 28 lipca 2011

wymianka shabby chic

na początku lipca imbryczek ogłosiła u siebie wymiankę w stylu shabby chic - moją parą była vivi
przesyłka od niej już dotarła, podziwiam kochana bo ja osobiście nie szyję a ty tu dla mnie stworzyłaś piękne poduchy :)


pięknie dziękuję za wszystkie podarki, nie pochwalę się co ja zrobiłam bo zepsuję niespodziankę - z tego co wiem przesyłka nie jest jeszcze u celu

środa, 27 lipca 2011

kartkowo

trochę się zaniedbałam blogowo ;)
małe zaległości





dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze, miło mi że karteczki z życzeniami sprawiają Wam przyjemność
jutro pokażę Wam co dostałam z wymianki shabby chic

czwartek, 21 lipca 2011

...

z urlopu wróciliśmy w weekend, podróż jakby nie było trwała dwa dni bo w międzyczasie nocowaliśmy w stolicy - jadać z 6tyg dziecięciem nie ma mowy pokonać 900km na jeden raz;
jak to po urlopie utonęłam w praniu, sprzątaniu i ponownym pakowaniu - jutro żegnamy się z czwórką podopiecznych ich czas u nas w pogotowiu dobiegł końca; wierzę że będą szczęśliwi w nowym miejscu a nasz kontakt nie zostanie zerwany;
najmłodsze rzeczone wcześniej 6tygodniowe dziecię jutro pozna swoich rodziców adopcyjnych, z tych emocji spać nie mogę; ten moment pierwszego spotkania, łzy wzruszenia i te wszystkie uczucia towarzyszące temu spotkaniu są niejako sensem pracy, radością i spełnieniem :)

na warsztaciku troszkę pracy, sporo zakupowych nowości w domu ale dziś nie będę się chwalić, może jutro ...

czwartek, 14 lipca 2011

Solina i Krasiczyn

leniwie i błogo upływa nam urlop, smutno że się kończy i trzeba wrócić do obowiązków - lato powinno trwać dłużej ...
nie pojechać na zaporę w Solinie to grzech, to drugie miejsce do którego zawsze chętnie wrócę - pierwsze to Skwer Kościuszki w Gdyni - pewnie niejedna osoba powie że są ciekawsze miejsca ale ja akurat te lubię
część zdjęć samej zapory jest z zeszłego roku:


i kto mi powie jak wybrać z takiej ilości aniołów?

a dziś zajrzeliśmy do Krasiczyna do kompleksu zamkowo-parkowego, mąż zapomniał nam wspomnieć jaka to trasa więc serce miałam w gardle - serpentyny to jednak nie jest ulubiona rzecz moja i moich dzieci



sobota, 9 lipca 2011

słodkie lenistwo

daleko od domu, daleko od obowiązków i musu robienia czegokolwiek siedzę u Agi w Bieszczadach; nie pytajcie co zwiedzam ani czy po górach biegam bo powiem że robię słodkie nic ...
wczoraj przeszła burza, a raczej kilka burz, szalały dobre dwie godziny, wiało, lało i nawet prąd nam wywaliło na dłuższy czas; przed tym szaleństwem mąż ze starszakami pojechali pooglądać widoczki na wyciągu w Ustrzykach



a to zachód słońca po burzy i jakaś zagubiona tęcza przed kolejną burzą

a tak z Agą spalamy kalorie, tu akurat trampolina mokra więc i my obie mokre hihi

do następnego razu ....

poniedziałek, 4 lipca 2011

album wędrowny

zaryzykowałam i zgłosiłam się do zabawy w album wędrowny, mam nadzieję że nie narozrabiam i będę się dobrze bawić; jest nas 13 w całej Polsce i każda z nas ma swój album w innym temacie i innym stylu, na końcu drogi każda z nas dostanie ponownie swój z wpisami wszystkich wędrujących dziewczyn; do tej pory podziwiałam jedynie albumy innych, teraz zapragnęłam mieć swój;
okładki i mój wpis gotowy - zaraz rusza w świat
przód albumu:
jej druga strona a zarazem list do dziewczyn z małymi wskazówkami do mojego albumu
mój wpis
przedostatnia strona gdzie każdy pozostawi swój ślad
okładka wewnątrz
i okładka zamykająca album czyli popularnie nazywana zadkiem ;)

rano ruszamy na urlop, jesteśmy prawie spakowani i prawie gotowi, będę do Was zaglądać a może i chwalić się zdjęciami - do zobaczenia ....

sobota, 2 lipca 2011

truskawkowy dzień

sezon truskawkowy w zasadzie się kończy, ceny tych cudownych czerwonych serduszek w tym roku osiągnęły taki poziom jakiego nigdy nie widziałam, ale nie ma możliwości aby z tego powodu odpuścić moje ukochane ciasto z truskawkami czy przetworów choć kilka słoiczków;
w tym roku na życzenie męża postawiła na truskawkę z wanilią, to mój pierwszy raz - nie zaryzykowałam samodzielnego tworzenia z laski wanilii - zawierzyłam cukrowi z prawdziwą wanilią i dodatkiem cukru wanilinowego;

mój przepis po różnych modyfikacjach, inspiracjach w sieci i konsultacjach z W. wygląda następująco:
2kg truskawek
1kg cukru
2 opakowania dżemixu 2:1
2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią po 10g
4 opakowania cukru wanilinowego po 10g

owoce myję, wrzucam do garnka - zasypuję dżemixem i gniotę odrobinę jak ziemniaki; na małym gazie podgrzewam i mieszam co jakiś czas aż się zagotuje; dosypuję wszelkie cukry i ponownie zagotowuję, odczekuję kilka minut i wyłączam gaz; mieszam aż zaniknie powstała piana; wlewam do wyparzonych słoików, zakręcam i stawiam do góry dnem na jakieś 10min - potem już normalnie

etykietki cudnej urody z Tildusią zrobiła dla mnie W. - nie umiem niestety ładnie zrobić zdjęcia i nie widać że jest napis z wanilią ale uwierzcie mi na słowo :)

jednym z moich ukochanych ciast truskawkowych jest połączenie ciasta biszkoptowego, śmietany i truskawek; jak je zrobić? już piszę:
pierwsza czynność to umycie ok 1kg truskawek pokrojenia ich w ćwiarteczki i pozostawienie do osuszenia;
następnie ciasto biszkoptowe (próbowałam z biszkoptem rzucanym ale on musi wystygnąć zanim zostanie wyciągnięty z formy a nasze ciasto musi być gorące)

4 jajka
1szkl. cukru
1/2szkl. mąki pszennej
1/2szkl. mąki ziemniaczanej
6 łyżek wody
1/2 opakowania proszku do pieczenia

białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy 1/4szkl. cukru
żółtka z 3/4szkl. cukru ukręcamy na kogel-mogel pod koniec dodając wodę
łączymy ze sobą powstałe masy, dodajemy przesianą mąkę i proszek do pieczenia, delikatnie łącząc ze sobą;
szykujemy tortownicę (moja 22cm) - wykładam dno papierem do pieczenia boków niczym nie smaruję (pomysł z moje wypieki) wlewam ciasto; piekę w 180st przez ok.35-40min do suchego patyczka

w czasie gdy piecze się ciasto wlewamy do dzbanka/miski dwa opakowania śmietany (duże) 18% dosładzamy do smaku (ja dodaję również cukier wanilinowy)

teraz najważniejsza część zabawy:
wyciągamy gorące ciasto z piekarnika, otwieramy formę przekrawamy na dwa blaty; dolny zostaje w blaszce górny odkładamy na bok; zakładamy formę wsypujemy suche truskawki i zalewamy śmietaną, zakrywamy górnym blatem i wszystko razem wkładamy do lodówki;
ciasto gorące, zimna śmietana i takaż lodówka spowodują że zrobi się nam pyszny krem a truskawki pozostaną smakowite i świeże;
gotowe jest po jakiś 2godzinach
SMACZNEGO