Obserwatorzy

czwartek, 24 lutego 2011

rodzicielstwo zastępcze

jedno z forum na którym bywam to nasz bocian, szczególną sympatią darzę wątki miastowe i związane z rodzicielstwem zastępczym/adopcyjnym;
od 8 lat jestem rodziną zastępczą, w tym od blisko 5 lat rodziną zastępczą zawodową o charakterze pogotowia rodzinnego - to radość, spełnienie, satysfakcja, ale też trud, łzy i rozczarowania; o tym jak żyję każdego dnia, co robię i jak funkcjonuje moja rodzina napiszę innego razu, dziś chciałabym przytoczyć wiersz Agnieszki Frączek z książeczki pt "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci"

Kiedyś, kiedyś ... chyba w maju?
na ulicy...? lub w tramwaju ...?
moją mamę spotkał tata.
Los obojgu figla spłatał,
bo choć mieli inne plany,
czuli, że są ... zakochani!

"Nie do wiary!", myślał tata,
"Ja i miłość?! Koniec świata!".

"Och, och, och ..." szepcze mama,
"chyba kocham tego pana...".

Tak zaczęło się to wszytsko.
Wkrótce było weselisko,
pokój z kuchnią (na początku),
sto uśmiechów w każdym kątku,
w dzień tysiące chwil uroczych,
gwiazdy spadające w nocy
(potem piasek w oczach z rana)
i ... czekanie na bociana.

Ale bocian - sami wiecie -
woli włóczyć się po świecie,
szukać żab na całym globie,
zamiast dzieci dźwigać w dziobie.

Zresztą może ja się mylę?
Wszędzie jest niemowląt tyle ...
Może to nie boćka wina?
Może inna jest przyczyna ...?

Tak czy owak, mama z tatą,
choć od lat czekali na to,
choć szukali w krąg pomocy,
choć robili, co w ich mocy,
żeby zostać rodzicami,
ciągle byli sami. Sami ...!

Innym mamom, w wielkich brzuszkach,
słodko biły już serduszka
synków małych jak landrynki
i córeczek jak malinki.

A u mojej mamy - cisza ...
Tylko tata czasem słyszał,
jak po domu nocą drepcze
i cichutko (do mnie ...?) szepcze:
- Tak bym cię przytulić chciała,
okruszynko moja mała ...

Wreszcie tata rzekł: - Kochanie ...
Jest też inne rozwiązanie.
Nie mogliśmy sprawić sami,
by maluszek był tu z nami,
ale go kochamy przecież!
Może on już jest na świecie?
Tak jak w bajkach - hen, daleko,
za górami i za rzeką ...?
Trzeba tylko go odnaleźć.

Nie wahali się więc wcale!
Spakowali ciepłe ciuszki,
stertę pieluch, trzy poduszki,
odrzutowy samolocik
(prezent od szalonej cioci),
lalkę, mleko, bukiet bratków,
kaftaników sto (od dziadków),
kocyk w kratkę, kocyk z kotkiem,
tuzin smoczków i grzechotkę,
boćka z pluszu, czapkę w kwiatki,
niespodziankę od sąsiadki,
szmpon, mydła, tran, mazidła,
i ... pognali jak na skrzydłach!

Przyjechali w samą porę,
bo rózowy, śmieszny stworek
(cztery kilo i pięć deka)
już się nie mógł ich doczekać.

Kiedy mnie przywieźli z dala,
tata mało nie oszalał,
dziadek po chusteczki latał
i tłumaczył, że ma katar,
wujek szeptał: "Moja klucho!",
babcia całowała w ucho,
piesek mi przynosił piłkę,
a mamusia, przez pomyłkę,
kaszką częstowała gości
i wciąż śmiała się z radości.

A co dalej?

Dalej było już zwyczajnie
- raz ciekawie, raz banalnie -
przytulanki i swawole,
rower, wrotki i przedszkole,
bajki, rosół, śnieg i narty,
bałwankowy nochal z marchwi,
czasem mina nadąsana,
bo znów stłukły się kolana,
czasem żarty i chichotki,
figle z tatą, z mamą plotki ...

Nic w tym nie ma niezwykłego!
Może tylko prócz jednego -
kiedy widzę gdzieś bociany,
to przytulam się do mamy...
I z uśmiechem myślę o tym,
że choć przez bocianie psoty
nigdy mnie nie miała w brzuszku,
wciąż nosiła mnie w serduszku.

całość zacytowana z książeczki: Agnieszka Frączek "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci" - Agencja Wydawnicza Mostowski, 2008

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

świetny wierszyk dla mnie podbudowujący dziękuję Kasiu.aga

Anonimowy pisze...

nigdy nie patrzyłam w ten sposób na to że nie mam dzieci z brzuszka...ciekawa refleksja . Za to mam wspaniałą 7 z serduszka . Dzięki Kasiu .wigiliusz

Anonimowy pisze...

Kasia, spłakałam się czytając ten wierszyk. Dzięki ogromne za jego umieszczenie. I niniejszym zostaję podglądaczką Twojego bloga :) Sylwia

kachna pisze...

cieszę się że nie tylko na mnie zrobił wrażenie :) miło mi że będziesz

Anonimowy pisze...

Kasiu, piękny wierszyk. Łzy mi sie zakręciły.
Pantera

Myśli krzyżykiem pisane pisze...

piękny jest ten wierszyk. Żeby wszyscy rodzice potrafili tak przekazać dziecku, że jest adoptowane.