Obserwatorzy

niedziela, 27 lutego 2011

wiśniowe marzenie

wczoraj byłam na kolacji z deserem, takie wrażenie na mnie zrobił że całą noc kombinowałam z powtórzeniem tego smaku; wszystko było proste poza wiśniową frużeliną; łatwo nie było ale ...

Frużelina z mrożonych wiśni
środek zimy „żywych” wiśni nie ma, wcześniej latem zrobionej frużeliny też nie – trzeba sobie jakoś zaradzić; poszukałam na necie, ale albo muszą być „żywe” albo w zalewie, z tymi mrożonymi różnie piszą – jedni dają żelatynę, inni je rozgotowują a ja chciałam takie duże całe we frużelince;
wstawiłam więc mrożone wiśnie ok 800g zasypałam 1szkl cukru i na malutkim gazie podgrzewałam, od czasu do czasu delikatnie przewracając drewnianą łyżką; odlałam cały sok jaki wyciekł z wiśni i cukru; w małym garnuszku rozrobiłam z żelfixem dr. Otkera – potem dodałam do wisienek, lekko podgotowałam (dokładnie 3min od zagotowanie) i gotowe

poczekałam aż ostygnie i stworzyłam deser: na dno pucharku wiśnie, potem lody (powinny być jogurtowe ale w moim sklepie takowych brak a do centrum hadlowego nie chciało się nam jechać), na wierzch ubita 36% śmietana z dodatkiem cukru pudru i śmietanfixu; mandarynkowe zwieńczenie i proszę bardzo ...


SMACZNEGO !!!

sobota, 26 lutego 2011

dziecko

dziś W. przysłała mi wierszyk, piękny ... postanowiłam się nim podzielić z Wami

" Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.
Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością."
Ronald Russell

dobrej nocy

piątek, 25 lutego 2011

mufinki

urozmaiciłam sobie dziś popołudnie - jakbym nie miała innych zajęć ... poczyniłam dwa rodzaje mufinek, jedne na zachętę ozdobiłam kolorowo żeby zaprosić już wiosnę;
czekoladowe z przepisu owieczkowego z szipa (nie powołuje się ona na żadne inne źródło):

mufinki czekoladowe 12szt (blaszka IKEA)

125 gramow masła
2/3 szkl cukru
szczypta soli
3/4 szklanki mleka
1 i pol łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 3/4 szkl mąki
cukier waniliowy
1 jajko
2 łyżki kakao
1 tabliczka czekolady

Na początku przygotowywania mufinek nagrzać piekarnik do 180C.

Zmiksować cukry z jajkiem na biała puszystą masę. Do tej samej miski dodać pozostaje składniki oprócz czekolady. Wymieszać wszystko łyżka na jednolitą masę. Do foremki włożyć papilotki, wypełnić je masą do 1/3, włożyć do każdej foremki kawałek czekolady, przykryć pozostałą masą tak by zakryła kostki czekolady. Piec ok. 20 minut, nie sugerować się wbijaniem patyczka w środek bo zawsze wyjdzie mokry, - wbija się go przecież w roztopionż czekoladę. Wyjać gorace z foremek i postudzić, posypać cukrem pudrem. Dla maksymalistów: nałozyć polewę czekoladowa.

na drugie dostałam przepis od W.  podobno zawsze się udają

mufinki W.
4 jajka
100-150ml mleka
3/4 szkl. oleju roślinnego

2 i 1/2 szkl. mąki
2 szkl. cukru pudru
cukier waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody

osobno wymieszać mokre i suche składniki, połączyć je razem; podobno sekret mufinek (wszystkich nie tylko tych) tkwi w niedbaości ich produkcji więc mikser można schować ...
do ciasta wg uznania można dodać: kakao, bakalie, aromaty, mak itp

papilotki napełniamy 1mm poniżej krawędzi, piekarnik rozgrzewamy do 200st, wkładamy blaszkę i natychmiast zmniejszamy na 180st;
pieczemy jakieś 15-20min

dziś poczyniłam do nich śmietanę 36% ubitą z cukrem pudrem, śmietan fixem i barwnikiem w proszku, posypałam konfetii i cukrowymi perełkami



SMACZNEGO !!!

czwartek, 24 lutego 2011

rodzicielstwo zastępcze

jedno z forum na którym bywam to nasz bocian, szczególną sympatią darzę wątki miastowe i związane z rodzicielstwem zastępczym/adopcyjnym;
od 8 lat jestem rodziną zastępczą, w tym od blisko 5 lat rodziną zastępczą zawodową o charakterze pogotowia rodzinnego - to radość, spełnienie, satysfakcja, ale też trud, łzy i rozczarowania; o tym jak żyję każdego dnia, co robię i jak funkcjonuje moja rodzina napiszę innego razu, dziś chciałabym przytoczyć wiersz Agnieszki Frączek z książeczki pt "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci"

Kiedyś, kiedyś ... chyba w maju?
na ulicy...? lub w tramwaju ...?
moją mamę spotkał tata.
Los obojgu figla spłatał,
bo choć mieli inne plany,
czuli, że są ... zakochani!

"Nie do wiary!", myślał tata,
"Ja i miłość?! Koniec świata!".

"Och, och, och ..." szepcze mama,
"chyba kocham tego pana...".

Tak zaczęło się to wszytsko.
Wkrótce było weselisko,
pokój z kuchnią (na początku),
sto uśmiechów w każdym kątku,
w dzień tysiące chwil uroczych,
gwiazdy spadające w nocy
(potem piasek w oczach z rana)
i ... czekanie na bociana.

Ale bocian - sami wiecie -
woli włóczyć się po świecie,
szukać żab na całym globie,
zamiast dzieci dźwigać w dziobie.

Zresztą może ja się mylę?
Wszędzie jest niemowląt tyle ...
Może to nie boćka wina?
Może inna jest przyczyna ...?

Tak czy owak, mama z tatą,
choć od lat czekali na to,
choć szukali w krąg pomocy,
choć robili, co w ich mocy,
żeby zostać rodzicami,
ciągle byli sami. Sami ...!

Innym mamom, w wielkich brzuszkach,
słodko biły już serduszka
synków małych jak landrynki
i córeczek jak malinki.

A u mojej mamy - cisza ...
Tylko tata czasem słyszał,
jak po domu nocą drepcze
i cichutko (do mnie ...?) szepcze:
- Tak bym cię przytulić chciała,
okruszynko moja mała ...

Wreszcie tata rzekł: - Kochanie ...
Jest też inne rozwiązanie.
Nie mogliśmy sprawić sami,
by maluszek był tu z nami,
ale go kochamy przecież!
Może on już jest na świecie?
Tak jak w bajkach - hen, daleko,
za górami i za rzeką ...?
Trzeba tylko go odnaleźć.

Nie wahali się więc wcale!
Spakowali ciepłe ciuszki,
stertę pieluch, trzy poduszki,
odrzutowy samolocik
(prezent od szalonej cioci),
lalkę, mleko, bukiet bratków,
kaftaników sto (od dziadków),
kocyk w kratkę, kocyk z kotkiem,
tuzin smoczków i grzechotkę,
boćka z pluszu, czapkę w kwiatki,
niespodziankę od sąsiadki,
szmpon, mydła, tran, mazidła,
i ... pognali jak na skrzydłach!

Przyjechali w samą porę,
bo rózowy, śmieszny stworek
(cztery kilo i pięć deka)
już się nie mógł ich doczekać.

Kiedy mnie przywieźli z dala,
tata mało nie oszalał,
dziadek po chusteczki latał
i tłumaczył, że ma katar,
wujek szeptał: "Moja klucho!",
babcia całowała w ucho,
piesek mi przynosił piłkę,
a mamusia, przez pomyłkę,
kaszką częstowała gości
i wciąż śmiała się z radości.

A co dalej?

Dalej było już zwyczajnie
- raz ciekawie, raz banalnie -
przytulanki i swawole,
rower, wrotki i przedszkole,
bajki, rosół, śnieg i narty,
bałwankowy nochal z marchwi,
czasem mina nadąsana,
bo znów stłukły się kolana,
czasem żarty i chichotki,
figle z tatą, z mamą plotki ...

Nic w tym nie ma niezwykłego!
Może tylko prócz jednego -
kiedy widzę gdzieś bociany,
to przytulam się do mamy...
I z uśmiechem myślę o tym,
że choć przez bocianie psoty
nigdy mnie nie miała w brzuszku,
wciąż nosiła mnie w serduszku.

całość zacytowana z książeczki: Agnieszka Frączek "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci" - Agencja Wydawnicza Mostowski, 2008

wtorek, 22 lutego 2011

świnki

zanim trafiłam na blogspot i zdecydowałam się założyć swój blog przejrzałam ich nieskończenie wiele; część zapisując na stałe w swoich ulubionych, z części czerpałam jedynie przepisy na różne różności; i tak klikając znalazłam przepis na świnki, ba nie tylko znalazłam ale natychmiast postanowiłam wykonać; wrzucę przepis zastrzegając że nie jest moim pomysłem ale nie potrafię też odtworzyć skąd go mam ...

ciasto drożdżowe
500g mąki pszennej
1 opakowanie drożdzy suchych (7g) lub świeżych (14g)
1 jajko
100ml ciepłego mleka
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru

z powyższych składników wyrobić ciasto, rozwałkować na 5mm (polecam na 2-3mm) wyciąć kółka większe na buźki i mniejsze na ryjki; z mniejszych przeciętych na 4 robimy uszka, oczka można z pieprzu (ja wykałaczką jedynie robiłam ślady bo bałam się że dzieci pieprz zjedzą), dziurki w ryjku również patyczkiem; tak wyglądały przed upieczeniem:


farsz
w zasadzie można dać co się chce i lubi, pieczarki, kapustę czy szpinak; ja dałam przesmażone pieczarki z cebulką i wymieszane z żółtym serem

wg przepisu posklejane białkiem i ułożone na blaszce smarujemy roztrzepanym jajkiem, odczekujemy chwilkę aż podrosną, pieczemy w 180st przez 20-25min
po upieczeniu prezentują się tak:


smacznego !!!

nowa zabaweczka

co prawda nie planowany to zakup, ale bardzo cieszy - aparat Olympus SP-800UZ jest już w moim posiadaniu; na razie niewiele jeszcze umiem wykorzystać jego umiejętności ale pierwsze zdjęcia zachwycają; próbka jego możliwości Wojtek na huśtawce

poniedziałek, 21 lutego 2011

przypominaczka decupagowa

jakiś czas temu drogą kupna nabyłam na aukcji charytatywnej pięknej urody przypominaczkę decupagową wykonaną przez Olę; aukcje są na forum szipa a ta konkretna na rzecz naszego dzielnego Filipka oto link do jego stronki http://filipek.riventel.pl/informacje/
Fifi to synek naszej forumowej koleżanki, a oto moja nowa zdobycz, będzie mi pomocna w kuchni

niedziela, 20 lutego 2011

pirackie 8 urodziny Piotra

ehh najpierw od smutków ... nastarałam się, narobiłam i głupio powierzyłam córce obcykanie fotograficzne całości; o zgrozo co zobaczyłam po zrzuceniu zdjęć do komputera - teraz tylko modlić się aby zdjęcia robione przez jednego z gości były lepsze;
obiecałam więc wstawiam co mam, banerek piracki i tort - środek czekoladowo wiśniowy na zewnątrz masa plastyczna



no i oczywiście sam solenizant przed imprezką i myślący nad życzeniem urodzinowym

sobota, 19 lutego 2011

przygotowania

jutro urodziny Piotra, poprosił o piracką imprezę, zrobiłam więc pirackie zaproszenia, pirackie dekoracje i takiż sam tort;

dziś pokażę jedynie zaproszenia i skarby (szyszki) do kufrów na jutrzejsze smakołyki ...

dziś też zamówiłam w sieci nasz nowy aparat, teraz pstrykamy pożyczonym więc fajnie nie jest; w naszym olympusie padła płyta główna - w życiu bym nie pomyślała że coś takiego może się stać po niespełna czterech latach użytkowania;
nowa zabawka to też olympus, oby dłużej służył

dobrej nocy i do jutra

piątek, 18 lutego 2011

roczek Wojtka

trochę się cofniemy w czasie, ale nie mogę nie pokazać i nie napisać słów kilka na temat urodzin mojej najmłodszej pociechy; Wojtek roczek skończył 31 stycznia, jak wróżbę "kim zostanę jak będę duży" wybrał kieliszek - będzie barmanem ;)
a imprezkę dla rodzinki zorganizowaliśmy kilka dni później, wspólnie z W. wymyśliłyśmy że będzie w stylu ciuchciaczkowym :) był tort z ciuchcią, serwetki z ciuchcią i piękny pociąg wykonany przez W. - a w nim słodkości; wszystko zaraz Wam pokażę:




na dobry początek

obejrzałam w sieci tysiące blogów, zachwycając się co rusz, są dla mnie inspiracją; pomyślałam dlaczego nie mieć swojego miejsca?
trudno określić o czym będzie, coś tam upiekę, coś stworzę, wyprawię małe przyjęcie dziecięce; mam gormadkę pociech które przysparzają zarówno radości jak i smutki; z góry przepraszam za początkowe potknięcia, może jakieś wpadki ...
miło mi będzie gościć Was wszystkich